Ledwo zaczęło sięlato, a już widać jesień… No, przynajmniej nadal jest ciepło i słonecznie:-) Wakacje minęły mi w tym roku wyjątkowo szybko, zaraz na początku lipca wyjechalismy z sześcioma dziewczynami z Koła Naukowego Biologów nad morze, a dokładniej do Nadmorskiego Parku Krajobrazowego. Głównym punktem programu była inwentaryzacja płazów, więc przez większość czasu chodziliśmy z czerpakami i tropiliśmy różne żaby, ropuchy i inne kumaki:-) co przy blisko 30 stopniowym upale było trochę męczące. Na piechotę przemierzyliśmy sporą część wybrzeża i okolicznych lasów – od Karwii i Ostrowa aż po Władysławowo. Najprzyjemniejszą częścią dnia był więc chyba powrót do obozu (3 namioty + drewniany barakowóz z kuchnią), wodę raz na kilka dni dowozili nam ludzie z parku, samo położenie tego obozu było dość ciekawe ponieważ znajdował się on na polanie w lesie ok kilometra od Ostrowa, dlatego jak szliśmy wieczorami nad morze i „na miasto” na pewno byliśmy już rozpoznawalni w okolicy:-) W morzu kąpaliśmy sie w ciągu tych dwóch tygodni chyba ze 4 razy, pozwiedzaliśmy też Gdynię, dziewczyny były też na Helu. Ja niestety musiałem wracać 3 dni wcześniej bo durnie zrobili terenówki z gleboznawstwa (dla V roku). Na terenówkach było nas ok 20 osób, spaliśmy w wynajmowanym przez uniwerek mieszkaniu w Siemianówce (tzw. „stacja terenowa zakładu hydrobiologii”). Ścisk był straszny, na dodatek kumpel chrapał całą noc aż wszyscy go uciszali, a te kolejki do łazienki… Chociaż niektóre dziewczyny to jakoś niespecjalnie się krępowały i np. przebierały się publicznie – mieliśmy dwie takie w tej grupie:-) Same ćwiczenia polegały na łażeniu po polach i wioskach, kopaniu dołków w ziemi celem oznaczenia profilu glebowego, mierzyliśmy też studnie i parametry wody. Potem opracowanie wyników itd. Przynajmniej postawili wszystkim piątki:-) Ale jeśli mógłbym wybierać to zostałbym z tamtymi dziewczynami nad morzem, one były po prostu niepowtarzalne… Nie wspomniałem jeszcze o nocnych nasłuchach żab – chodziliśmy po lesie z latarkami w dwóch grupach i słuchaliśmy czy przypadkiem coś w pobliżu nie kumka albo rechocze… Potem byłem 2 tygodnie nad Biebrzą, również w sprawie płazów ale tym razem w związku z moją pracą magisterską. Pomagali mi Maciek i Anka z II roku i razem objechaliśmy 2/3 parku i sprawdziliśmy 32 zbiorniki wodne… Na końcu wioska, ale też było fajnie… Wracając jeszcze do obozu nad morzem, była tam też E. z którą wcześniej jeździłem wiosną nad Biebrzę. Tam poznaliśmy się lepiej, w mieście spotykaliśmy się potem średnio co tydzień (nie licząc wyjazdów) i ogólnie fajnie spędza się z nią czas. I chociaż ona mówi że na razie nie chce jeszcze się z nikim wiązać, to nadal się widujemy (np wczoraj) więc może z czasem… Sam już nie wiem, ale po tych wszystkich ślubach (razem 6) na moim roku to człowiek nagle zaczyna odczuwać potrzebę znalezienia sobie kogoś fajnego…